niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział 40/41

 Rozdział 40
W skrócie: Zadzwonił dzwonek do drzwi i Meg otworzyła. Okazało się, że to nasza sąsiadka, pani Jacklin. Stara znajoma mojej babci. pytała o krzyki z naszego domu, ale Meg spławiła ją. nie minęło zbyt dużo czasu, a znów ktoś zadzwonił, a Meg znowu otworzyła. Tym razem to nie była sąsiadka... ani sąsiad... ani nawet ogrodnik. Do domu weszła chuda brunetka w policyjnym mundurze. powiedziała o zgłoszeniu od dostawcy pizzy i chciała się rozejrzeć. Obeszła cały dół i chciała bym zaprowadziła ją na dół, a ja panikując walnęłam ją książką w łep. Padła jak worek kartofli, a ja zorientowałam się, że ta książka to przeogromny zbiór "50000 faktów o których nie wiesz", a każdy pięknie zilustrowany. wtedy wszedł postawny policjant. położyłam książkę na ziemi obok policjantki i zaczęłyśmy Z Megie popiskiwać- Nic pani nie jest? Niech się pani obudzi! itp. Facet zaczął ją budzić. gdy się ocknęła. nawciskałam jej kitu, że się potknęła. niestety ten chłopak w piwnicy zaczął wrzeszczeći policjant wraz z policjantką zeszli na dół prowadzeni przez nas. meg po odnalezieniu klucza otworzyła i ni z tego ni z owego zaczęła się śmiać

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------   Sorki, że taki strasznie skrócony. (:
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Rozdział 41
Przeszłam obok niej by zobaczyć z czego się śmieje i po sekundzie także wybuchłam śmiechem. oparłam się o ścianę i zsunęłam na podłogę nie mogąc ustać na nogach. Facet od pizzy, siedział na kolanach w taki sposób, że jego tyłek był wypięty na same drzwi. Ręce miał związane z tyłu, a "knebel" leżał obok. Przed nim leżała komórka, którą obsługiwał językiem. Cały obraz prezentował się tak śmiesznie, że nawet policjanci, mimo prób bycia poważnym, wybuchli śmiechem. zdołali jedynie przez śmiech wydukać- Do...dobrze moje drogie panie i ta...tak musimy was skuć.- oni dalej się śmiali, a my momentalnie skamieniałyśmy. Meg coś mruknęła pod nosem, ale nie wiem co. Policjant nawet próbował skuć Meg, ale przez śmiech nie mógł trawić na jej nadgarstki. W końcu się wkurzyłam i zapytałam- Da mi pan to?- chciałam by zabrzmiało szorstko, ale niezbyt mi wyszło widząc jego roześmianą gębę. Skułam Meg, a ona mnie i wszyscy ruszyliśmy do radiowozu. Wsiedliśmy i ruszyliśmy. Po drodze rozważałam dziesiątki planów ucieczki, ale każdy z nich kończył się tak samo:
 
Wreszcie po 186 planie dojechaliśmy na miejsce... czytaj: posterunek policji. weszliśmy do środka i od razu poczułam się nieswojo. Odór winy wisiał w powietrzu, a morze to odświeżacz o zapachu skazańca. ciarki przeszyły moje ciało. Policjant coś mówił, ale zostałam ogłuszona klaustrofobicznym uczuciem nadchodzącego przesłuchania. nagle z moich nadgarstków zniknęły kajdanki, a z ego umysłu czarne myśli. Całą swoją uwagę poświęciłam zmaltretowanemu chłopakowi siedzącemu po drugiej stronie sali. Ten szczupły blondyn, mimo licznych siniaków do złudzenia przypominał... Caspra. szturchn,ęłam delikatnie Meg- Co?- zapytała spokojnie patrząc na mnie- to nie twój braciszek?- Zapytałam z odrazą.- Chyba tak.- powiedziała z równym obrzydzeniem i złością, a ten ni z tego ni z owego rzucił sie w naszą stronę, ale zamiast atakować on zaczął... tulić Meg.- Meg siostro moja kochana. tak dawno się nie widzieliśmy. wiedzę, że się przefarbowałaś, bardzo ci ładnie w tym. A czemu tu jesteś? Coś nabroiłaś siostrzyczko? Wyładniałaś kochana.- zachowywał się tak ja przed odkryciem mocy. to było chore, a ja... mnie w ogule nie poznał, ale to akurat dobrze.jak go znam to znowu się zgrywa. Meg równie zdziwiona co ja odepchnęła go wyswobadzając się z uścisku - Popierdoliło cię? Odwal się!
- Co się dzieje misiu?- HAHA MISIU HAHAHAHAHAHA. Nie, to nie zgrywy, bo nie przeszłoby mu to przez gardło.HAHAHA. 


- Gówno!- syknęła w odpowiedzi. Nagle z pokoju przesłuchań wyszedł Niall. Szybko zajął się Megan. Zaraz zanim wyszedł Harry. nagle cały mój świat nabrał kolorów, serce przyśpieszyło, a  ręce zaczęły drgać. zaraz znów będzie blisko, znów mnie przytuli i powie mi, że będzie dobrze. I już nigdy mnie nie opuści. Był coraz bliżej i z każdym kolejnym jego krokiem moje żyły wypełniały się czystą adrenaliną. oddech przyśpieszył i stał się nierówny.był już tuż obok mnie i spodziewałam się czegoś... zupełnie innego niż dostałam. on... po prostu... przeszedł obok. Nawet na mnie nie spojrzał. szedł dalej z tą swoją grobową miną. Moje serce stanęło i nie mogłam nabrać powietrza. oczy zeszkliły się łzami. zachwiałam się tracąc grunt pod nogami. obok mnie przeszło jeszcze dwuch kolesi szepcząc- cześć- Dopiero gdy usiedli obok Niego zrozumiałam, że to Louis i Liam. uspokoiwszy sie podeszłam do Niego i zapytałam- Harry, możemy... pogadać- przełknęłam ślinę ze strachu, ze strachu przed niepewnością.  wstał i uważając, żeby mnie nie dotknąć przeszedł na bok. patrzył nie tracąc powagi- słucham.- powiedział szorstko i pewny siebie.
- Proszę, nie traktuj mnie tak. dlaczego nie odbierasz, nie oddzwaniasz. nie rozmawiasz ze mnią.
-nic nie mówię, bo boję się, że zwyzywam cię od szmat i dziwek.- powiedział, a mnie zatkało. przeszedł znów mnie nie dotykając i usiadł obok reszty. podeszłam i spojrzałam na Louisa, ale on tylko uciekł wzrokiem gdzieś w kąt. Już chciałam coś powiedzieć (choć sama nie wiem co), ale podeszła Meg- Gdzie Zayn?- zapytała rozpromieniona. patrzyłam na Nialla, który objął ją. w jednej chwili cieszyłam się, że ona jest szczęśliwa i jednocześnie miałam ochotę wydłubać sobie oczy by nie musieć na to patrzeć.Liam powiedział coś tam, że Zayn odszedł z jakąś laską, ale miałam własne problemy. i wtedy wezwał nas ten policjant. weszłyśmy do sali przesłuchań i zaczęły się pytania. niezbyt słuchałam, ale po głosie udało mi się ustalić, że on to ten dobry glina, a ona to ten zły. ogarnęłam się dopiero gdy walnęła ręką w stół. coś tam mówili jeszcze- a my go w ogóle zabraliśmy z tej piwnicy?- zapytał ten dobry. a ona w odpowiedzi prychnęła, że tak i szybko dodała, że idzie po kawę zamierzałam poprosić o late z podwójnym mlekiem, ale się powstrzymałam. Pomyślałam sobie jakim trzeba byś idiotą, żeby zapomnieć głównego świadka. po chwili wróciła i krzyknęła- Gadać ale już!- a ja zastanawiałam się- Ymmm... a gdzie pani kawa?
-drogie panie, proszę o zeznania- powiedział ten dobry. stwierdziłam, że trzeba powiedzieć po prostu prawdę. spojrzałam na Meg porozumiewawczo i już wiedziałam, że też tak sądzi, ale jak To powiedzieć.- No wiecie... ten... ym...ty mów- powiedziałam nie mogąc znaleźć właściwych słów, a Megie... ona walnęła prosto z mostu (wiecie taki jakby skrócony cytacie z zeszłego rozdziału), a z karzdym jej słowem rzołądek mi się zaciskał.- No i my przyszliśmy, wiemy- dokończyła ta zła
- A i pani się nie potknęła tylko uderzyłam panią w głowę książką- powiedziałam z bardzo nerwowym uśmieszkiem i piskliwym głosem.- Wiedziałam, zamknąć je- wrzasnęła policjantka
- Za co?- zapytał zdezorientowany dobry glina.
- Z książkę, uwięzienie, wilki!... jakie wilki!?- spojrzała na nas badawczo.
- No wiedzą pań...- Meg nie dokończyła bo stanęła jako wilk. patrzyłam to na nią, to na nich. i tak kilka razy. w końcu przytłoczona tym wszystkim (Harry, Meg, policja, pełnia, pizza, klaustrofobiczny komisariat) nie wytrzymałam i padłam jak długa...







poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Rozdział 39




Po chwili wyszłam do salonu już w moich ciuchach. Rzuciła Chase’owi jego koszulkę i rozejrzałam się szukając Megie. Nie znalazłam jej i już miałam dzwonić, ale zauważyłam jej telefon na stoliku. Schowałam go do kieszeni i weszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę, ale szybko ją zamknęłam widząc zupełną pustkę.-Trzeba iść na zakupy- powiedziałam, a w odpowiedzi usłyszałam pomruki niezadowolenia. Nagle z mojego telefonu wydobył się cichy sygnał. Zerknęłam na wyświetlacz gdzie widniał napis: 1 wiadomość. To był sms od Harrego. Szybko go otworzyłam licząc na… sama nie wiem na co: na przeprosiny? Na wyznania miłosne? Na jakikolwiek znak, że mu jeszcze zależy? Sama nie wiem. Niestety napisał jedynie: Nie dzwoń do mnie. Niedługo się odezwę.  O boże, to na pewno  Bruno mu o wszystkim powiedział. Już miałam do niego dzwonić i zwyzywać, ale wszyscy w salonie zaczeli warczeć. Wyszłam do nich i zobaczyłam Meg, Aro i Chase obok nich, który jak zwykle zachowywał się jak kompletny palant. Meg krzyczała na niego, a na jego ryju wciąż malował się ten ironiczny, lekceważący uśmiech. Na szczęście Aron uspokoił Meg i razem zanieśi walizki do pokoi. Gdy zniknęli mi z oczu wyszłam na dwór i wyciągnęłam paczkę papierosów. Przez to wszystko zaczęłam palić jak smok. Przyjrzałam się dokładnie opakowaniu i westchnąwszy schowałam ją z niesmakiem. Wyjęłam telefon i wybrałam numer Bruna.- Rose! Rosy, odezwę się potem, bo teraz mam zajęcia. Do usłyszenia.- rozłączył się, ale korytarzowy hałas dalej dudnił mi w uszach. Weszłam do środka i rozejrzałam się. Wszyscy byli zajęci rozmową. Tylko Chase snuł się i zauważając mnie od razu podrzedł.- Co tam?- zapytał jakby nigdy nic.
- To jakiś żart?- zapytałam z tempym uśmieszkiem.
-Nie, to normalne pytanie. Do kogo dzwoniłaś?
- skąd ty… nie ważne. Nie interesuj się.
-on już wie.- stwierdził.- i nie chce cie znać. Nie odbiera telefonu, nie oddzwania, a na koniec wysyła tylko: nie dzwoń.
-Co?...skąd…-nie potrafiłam wyjaśnić skąd on wie
-znam ten wzrok, te oczy pełne łez, cierpienia i złości.- odszedł szybkim krokiem machając głową jakby próbował się ocknąć. Chwilę póżniej podszedł Crage- co on powiedział?
- opisał moją sytuację życiową- powiedziałam zaskoczona.
- Nie, on opisał swoją historię.- i też poszedł. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi, a chwile póżniej pisk Meg i krzyki Aro. Jak zwykle chodzi o Chase’a. przewróciłam tylko oczami. Meg otworzyła drzwi i zanim się zoriętowałam Aron i Chase stali jako wilki. Palnęłam się ręką w czoło i opadłam na kanapę.- To byli ludzie, ja dzwonie na policję!- wrzeszczał chłopak który przyniósł pizzę. nie wiem jak to się stało, ale nagle padł bez ruchu, a Meg wlepiała we mnie wzrok z cegłą w ręku. – Co ty zrbiłaś?- patrzyłam osłupiała. – Nie wiem to było odruchowo!- krzyczała.
- Lepiej nie krzyczcie, tylko zastanówcie sięco teraz z nim zrobić- powiedział Frank. Meg wzięła sznur i związała mu ręce, a ja nogi.- Dajcie mu coś, żeby zatkać mu buzię- krzyknęła, a po chwili dostała w twarz bokserkami – Fu!- odskoczyła jak oparzona, budząc chłopaka.- co teraz?- przełknęłam ślinę, a Meg znowu walnęła go w głowę. Spojrzałam na nią z miną mówiącą „Serio? Nie mogłaś inaczej?”. Wsadziła mu w usta zwinięte bokserki i powiedziała- choć zaniesiemy go do piwnicy.- posłuszni złapałam go za ręce i zniosłyśmy go. Posadziłyśmy go, a ja rzuciłam- Mam nadzieję, ze się nie obudzi.
- Ja też mam taką nadzieję.
-Będzie dobrze, może straci pamięć- starałam się ją pocieszyć… choć chyba po prostu pocieszałam samą siebie. Weszłyśmy z powrotem na górę, a Meg zaczęła panikować. Nawet nie wiem kiedy zaczęła dusić  Chase’a
. 
razem z Jessy zabrałyśmy Idę na górę, by nie patrzyła na szał swojej  przybranej matki. Jessica z nią została, a ja zbiegłam na dół. Liczyłam na to, że się uspokoiła, ale nie- Meg, cholera!  Złaź z niego! Udusisz go!- krzyczałam i razem z kilkoma osobami starałam się ją odciągnąć. W końcu z niego zlazła i skuliła się pod ścianą. Szepnęła przeprosiny, a Katy zaczęła na nią krzyczeć. Meg siedziała tak bardzo długo, bo aż do wieczora. Około 18.40. znowu usłyszałam dzwonek do drzwi…