Otwieram oczy i
zaczynam iść w nieokreślonym kierunku. Nic nie widzę bo obraz cały czas jest
rozmyty. Czuję jak obijam się o zimną, wilgotną ścianę. Obraz powoli się
wyostrza. Kręci mi się w głowie, a mój wzrok nie chce się przyzwyczaić do
wszechobecnego mroku. W końcu docieram do stalowych drzwi. Znam je, ale nie
wiem skąd. Nagle w mojej, jeszcze chwile temu pustej, dłoni klucz. Część mnie
pragnie by otworzyć wrota, a część karze mi uciekać. Po chwili przypominam
sobie co to za drzwi i bez wahania przekręcam klucz. Oślepia mnie blask więc
zasłaniam twarz. Przemogłam się i spojrzałam między palcami. To samo nienaganne
wnętrze znów wzbudziło zachwyt. Nagle wszystkie książki zaczęły drgać. Regały
chyliły się ku ziemi. Wszystko runęło prosto na mnie. Gdy udało mi się wyjść
spod książek zobaczyłam jedyną książkę, która wciąż leżała na regale na niegdyś
najwyższej półce. Podeszłam do niej i chciałam jej dotknąć…
Mrugałam powiekami nie wiedząc co się dzieje. Usłyszałam płacz Idy.- Co się
stało?- usiadłam z zaczęłam doprowadzać się do ładu.- Nic, mała ma chyba
koszmar- Meg uspokajała królewnę i po chwili przestała płakać.- Kto rano wstaje
temu co…!!!- do pokoju wparował ten idiota Niall. Czuję obrzydzenie na jego
widok, a zapowiadał się taki fajny gość. Meg też się wkurwiła- Nie drzyj tego
ryja, bo zrobię ci generalny remont facjaty.- wysyczała. On zaczął się zbliżać
do Megi i Idy.-Zostaw ją. Nawet jej nie dotykaj- warknęłam wściekła. Nienawidzę
go i jak tylko spróbuje zkrzywdzić Meg to go zamorduję! Rozgniotę i wdepczę w
ziemie. Jest cyniczny, prostacki, perfidny, chamski i bezgranicznie egoistyczny. Jest
podłą świnią i nie jest wart jakiejkolwiek uwagi ze strony powyżej poziomu
Alex. Niech sobie u niej szuka dupy do pieprzenia. Niestety, jak to Meg, świta
poza nim nie widzi. Zauwarza jeszcze tylko Aro, ale ten związek przynajmniej
popieram.-Rose, spokojnie. On jej nic nie zrobi.- No ja myślę, bo raczej nie
chce spotkać MNIE po jakiejkolwiek „wpadce”. Oby Smerfetka się nie myliła, bo
nie ręczę za swoją ewentualną reakcję.- Dobra- Fuknęłam zawinęłam się w kołdrę
z powrotem się kładąc.- słodko wygląda jak śpi.- Jak on śmie mówić o Naszej
córce. Jak śmie twierdzić coś takiego. On sądzi, że wygląda uroczo jak śpi?
Dobra trochę przesadzam. Po prostu –Ona zawsze jest słodka.- Wtrąciła z dozą
czystej pogardy w głosie. – Oj no przestań kochanie.- Meg ZACHICHOTAŁA. Oto co
robi z nią Niall Horan. Ona przez niego robi się bardziej plastikowa niż moja
sztywna spódnica z butelek po napojach (To był mój i Alice projekt na dzień EKO
w naszym starym Gimnazjum. Ja nosiłam przez cały dzień plastikową spódniczkę
kloszowaną, a Ali buty aluminiowe).- No dobra, już.- I tak wszyscy wiedzą, że będę słuchać, choć
obiecałam sobie, że nic więcej nie powiem.
-Niall co cię tu sprowadza- matko najpierw plastik, a teraz nagle taka
formalna. Może jeszcze „ Niallu Horanie, cuż sprowadziło Twoją osobę w nasze
skromne progi”. Żygać się chce.
-Twój zapach wilczku.- Cofam tamto. TERAZ chce się żygać.
-Wymyśl coś lepszego.- No, przynajmniej oprzytomniała. Tani podryw z
internetu.
-Czy tu jest tak gorąco, czy to ty mnie tak rozpalasz?-
F-R-A-J-E-R!!!! To przez twoje owłosione
plecy PENISIE!!
-Nie. Włączyłam grzejnik.- Aż musiałam zatkać sobie buzię, żeby nie nie
prychnąć śmiechem.
-Skąd ty to wzięłaś?- Jak to skąd? Z mózgu. On pewnie bierze te teksty ze
swojego fiuta. To dlatego takie kiepskie. Odpowiadają względnie jego
przyrodzeniu.
-Wymyśliłam tak na szybko.- Powiedziała dumnie. Po chwili wreszcie coś się
zadziało. Poczułam na moim policzku przyjemne ciepełko.- Wstawaj ciociu.-
usłyszałam znajomy słodki głosik.- Ja już nie śpię- w końcu obudziło się moje
szczęście. Zeskoczyła z mojego łóżka- Głodna?- Niebiesko-włosa zapytała
Puncie.- Baldzo- Ooo uwielbiał jak mała sepleni. To takie słodkie.-To choć.
Mama się wyszykuje i zajmie się tobą.- po chwilce zajęły łazienkę. Patrzyłam na
Nialla, a on na mnie. Ja wściekła, on chyba niepewny.- Czego od niej chcesz?-
syknęłam. Słyszałam jak przełyka ślinę.- Ja, ja ją chyba kocham.
-Wiesz, CHYBA to chyba trochę za mało.
-Ja po prostu…
- Nie tłumacz się. Po prostu wyjdź- patrzyłam ze śmiertelną powagą prosto w
jego rozszerzone źrenice. Po chwil wstał i wyszedł. Przebrałam się, robi się z
powrotem ciepło. Gdy panny wyszły w łazienki szybko zrobiłam make up i zeszłyśmy do stołówki. Popatrzyłam w stronę
Alice. Nawet nie pomachała na dzień dobry, tym bardziej, że usiadła przy obcym
stoliku. Wzięłam sobie sałatkę owocową i mrożoną herbatę owocową. Usiadłam przy
stoliku obok Meg, Idy i mojego faworyta
Aro. Nie muszę chyba po raz setny tłumaczyć czemu wolę jego no ale powtórzę. Po
pierwsze: on pociesza, nie rani. Po drugie: Jesteśmy przyjaciółmi już od dawna
i lubię z nim gadać. Po trzecie: nie będzie miał oporów przed mówieniem mi o
ich wspólnych problemach. Sami widzicie, po prostu FAWORYT. Dosiadł się Harry i
oczywiście znów wylądowałam na jego kolanach.- Cześć miśka.- szepnął mi do
ucha, aż ciarki mnie przeszły- No cheeej.- powiedziałam i pocałowałam go w
policzek. Na co on odpowiedział namiętny pocałunkiem. Nie wiem jak, ale tak mnie przekręcił, że
oczywiście siedziałam na nim rozkrokiem. Zaczął się pilnie uczyć i teraz jest
bardzo szybki.- wiesz co, a ty znowu o tym!- zerwałam się na równe nogi. On też
wstał i złapał delikatnie mnie za nadgarstki- Puszczaj!- próbowałam się wyrwać,
ale zacisnął mocniej.- O co ci chodzi?-
- O to mi chodzi- wskazałam na niego.
- Jesteś kompletnie niezdecydowana!
- A ty głupi, bezczelny i zależy ci tylko na seksie!!
- Dla sprostowania, zależy mi na tobie, a TO jest tylko dodatek!
- Chyba na odwrót! Jestem dla ciebie zabawką.
- Kurwa, Rose! Nie zmienię się, bo nie potrafię!
- Nie chcę zmian! Masz być właśnie taki!
- Zdecyduj się, bo się gubię! Chcesz bym cię zostawił, a naraz mam okazywać
jak jestem bardzo…- w tym momencie Meg przerwała naszą sprzeczkę. To dobrze, bo
przez te hormony czepiam się o to co najbardziej kocham L-O-L.-Wybierzemy się z
małą na spacer? Przydałoby się jej świeże powietrze.- jak mogłam odmówić.- To
bardzo dobry pomysł.- i kontynuowałam rozmowę z Harrym- To czego ty właściwie chcesz?-
zapytał z pełną powagą.- Tylko ciebie.- wyszeptałam.- przepraszam, nie wiem co
się ze mną dzieje. Nie umiem tego wyjaśnić.
- Razem damy radę.- po policzku spłynęła mi łza. Kątem oka zobaczyła Bruna
siedzącego z watahą.
Szliśmy tak w piątkę. To jest Ja, Harry, Idzia, Megi i Aron.- Wiesz co,
zmieniłam zdanie i jednak chcę byś mnie adorował w TEN sposób.
-Tak?- w tej chwili poczułam na pupie ciepło. Szybko podciągnęłam jego rękę
w górę co okazało się jeszcze gorsze, bo po chwili ta ręka tam wróciła tylko po
drugiej stronie spodni.- Taaaak, ale nie tak.- zaczęliśmy się śmiać, a Meg
spojrzała na nas jakby… chyba myśli, że to z niej się chichramy.