piątek, 26 czerwca 2015

Rozdział 34



Mała zeskoczyła z moich rąk i podbiegła do Meg, która już egnała się z Aronem. Spojrzałam smutno na Harrego. Pochylił się i pocałował mnie w czoła. Mocno go przytuliłam chłonąc jego zapach. Podiosłam wzrok i wpiłam się w jego usta. Ręce same powędrowały do bujnej czupryny loczka. Zamknęłam oczy, a łzy zalały moje poliki. Harry oderwał się ode mnie i wierzchem dłoni otarł słone łzy. – hej, mała. Przecież przyjadę do was.- przechyliłam głowę by jego dłoń mocniej przywarła do mojej twarzy. Uśmiechnął się, ale doskonale wiem, że jest bliski płaczu. Pociągam żałośnie nosem i znów wtulam się w tors mojego mężczyzny. Po sekundzie czuję coś mokrego na czubku głowy. Zerkam zaskoczona w górę. Patrzy na mnie, a jego policzki są wilgotne.  
Tak jak on wcześniej wycieram jego twarz wierzchem dłoni. Czuję delikatny zarost. Pewnie nie zdążył się rano ogolić. On też przechylił głowę naśladując mnie.- Nie chcę jechać.- szepczę
-Ja też tego nie chcę, ale bądź silna.-powiedział łapiąc mnie za ramiona z poważną miną.
-Tak jest.- zasalutowałam. Oboje się roześmialiśmy, a łzy powoli zaczęły wysychać.
-Odwiedzę was jutro. Co ty na to?- pokiwałam radośnie głową. Harry chwyciła moją walizkę i podeszliśmy do samochodu. Loczek wsadził bagaż, a ja wsiadłam do środka. Pochylił się i jeszcze raz mocno mnie pocałował. Zamknął drzwi i pomachał mi przez okno. Przyłożyłam dłoń do szyby, a Harry przyłożył swoją po drugiej stronie. Po sekundzie do auta wsiadła Ida i usadowiła się obok mnie. Meg wsiadła do przodu, a Will obok niej. Samochód ruszył, a ręka Harrego zniknęła. Obejrzałam się i długo machałam, nawet jak zniknął mi z pola widzenia. Po jakimś czasie dotarliśmy pod spory dom, który już kiedyś widziałam rozejrzałam się po okolicy i stwierdziłam, że to okolica domu babci. Bardzo się cieszę, bo nie będzie problemów z  dotarciem do jej domu. Babcia w ostatnich latach remontowała mieszkanie więc jest praktycznie nowy, ale tak jat wspominałam nie miała sił by ogarniać po remoncie. Cieszę się, że miała okazję cieszyć się swoim domem. Zmarła, bo zrezygnowała ze swojej mocy w młodości. Składała przysięgę na mocy której moja mama nie ma elfickich uzdolnień. Mojego pokolenia przysięga nie obowiązuje. Zmarła na specyficzną chorobę, która dotyka tylko śmiertelne elfy. Ani ja, ani moja mama na to nie zachoruje. Ja jestem nieśmiertelna, a mama nigdy nie była elfem. Meg wypadła z wozu jak oparzona- Meg, wszystko w porządku?- zapytałam zmartwiona. Pokiwała głową.-ja wezmę walizki, a wy wejdźcie do środka.- powiedział i rzucił Megi klucze. Dżentelmen. Uśmiechnęłam się, a on odpowiedział tym samym. Meg warknęła coś pod nosem. Wzięłam Idę i wszyscy weszliśmy do środka.-Każda ma własny pokój. Meg twój jest na górze, Rose naprzeciwko ciebie, a małej ślicznotki obok Rose.- pokierował nas , a Meg chwyciła walizkę i pobiegła do pokoju. Willy spojrzał pytająco, a ja wzruszyłam ramionami. Wzięłam małą i swój bagaż i ruszyłam na górę.- Meg, wszystko okej?- w odpowiedzi usłyszałam ciche wycie. Zerknęłam na małą i obie zachichotałyśmy. Weszłam do swojego pokoju…

wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 33



Wyszłam z pokoju i poszłam w stronę sypialni Harrego i reszty. Chwilkę stałam pod jego drzwiami i myślałam: Zapukać czy nie, a jaśli tak, to co mu powiedzieć. Postanowiłam pójść na żywioł. Zapukałam i nie czekając na odpowiedź weszłam do środka. Wszystkie oczy skierowały się  na mnie. Brakowało tylko tego dupka- Nialla. Harry leżał na łóżku chyba w samym ręczniku, ale spod kołdry nie widzę. Jego przydługie loczkibyły teraz niemal proste od wody. Miała ochotę zanurzyć w nich swoją rękę i poczuć tę po prysznicową wilgoć. Patrzył na mnie z tym swoim zadziornym uśmiechem (jako wampir znał moje myśli). Poklepał ręką materac tuż obok siebie prosząc bym usiadła. Usiadłam z uśmiechem, ale po chwili nie wytrzymałam i rozpłakałam się.- Kotku, co się dzieje?- zapytał pełen troski.- Mu-szę-wy-je-chać.-wybełkotałam przez łzy.
-Jak  to co się stało?- jego głos drżał
-Mnie i Meg wyrzucili ze szkoły.- powiedziałam z lekkim rozbawieniem.
-No co ty?!- wrzasnął podekscytowany Louis, po czym razem z Zaynem i Liamem wybuchli śmiechem.
-To nie jest śmieszne- powiedzałam sama powstrzymując śmiech. Jakby na to nie patrzeć to całkiem śmieszne, że nas wywalono. I to w jakim stylu. Wtuliłam się mocno w mego umięśnionego loczka.- Dobra to pomusz mi spakować rzeczy, bo ja niezbyt…
-Nie, nie, nie ty zostajesz. Musisz się uczyć. Liczę na ciebie.- patrzyłam mu głęboko w jego zielone oczy. Źrenice miał zwężone i widać było, że ten pomysł niezbyt mu przypadł do gustu. Zkrzywił się, a ja pocałowałam go namiętnie. Musnęłam językiem jego wargę i po chwili mogłam poczuć jego język.- Muszę iść.- wyszeptałam w jego usta.- zamknął oczy z bólem i rozluźnij objęcie. Szypko wyszłam machając reszcie na odwidzenia.- wyślij mi sms’a z adresem!- krzykną jeszcze za mną, a ja pokazałam mu kciuk w górę. Pobiegłam korytarzem w stronę pokoju watahy. Drzwi otworzył mi Casper. Nic nie mówiąc przeszłam obok niego.- Rose!- krzyknął podekscytowany wilczek.- Hej.- powiedziałam nieco mniej entuzjastycznie. Chwycił mnie za biodra i po chwili leżałam na łóżku… na nim. Chciał mnie pocałować, ale odwróciłam się i pocałował mój policzek.-zostaw- powiedziałam oschło.
- Co jest?- powiedział cicho próbując nawiązać kontakt wzrokowy. Wstałam i poprawiłam włosy.- Wyjeżdżamy, ja i Meg.
- Czemu, o co chodzi?
- Nie ważne. Z nami koniec.- wyszeptałam tak cicho, że nie wiem czy usłyszał. Chyba tak, bo tylko ciężko oddycha. – Dobrze.- jego twarz jest spokojna i powarzna, lecz jego głos wcale się taki nie wydaje.- Powiedz tylko czemu?- spuściłam wzrok będąc bliska płaczu.- Bo cię nie kocham.- powiedziałam uspokoiwszy się. Mój głos był stanowczy, a twarz bezuczuciowa. Już miałam iść gdy nagle poczuła silne pociągnięcie. Znów na nim leżałam, a on zaciągnął się zapachem moich włosów . moje mięśnie naprężyły się, a oddech przyśpieszył.- Kłamiesz panienko Ambler.- wyszeptał mi do ucha.- Wiąż na ciebie działam.- nie mogąc dłużej powstrzymywać łez wybiegłam. Oparłam się o ścianę, a naprzeciwko mnie wisiała rama ze zdjęciami absolwentów ubiegłego roku. Wzięłam ramę i cisnęłam nią o ziemię. Czemu miłość jest tak trudna i cholernie bolesna. Nie chcę dłużej okłamywać Harrego. Nie chcę być dłużej z Brunem, ale on ma rację. Wciąż go kocham. Chcąc zapomnieć o ostatnich 5 minutach poszłam do pokoju Aro, Justina i tymczasowo Ali. Weszłam bez pukania i mocno ją przytuliłam.
 Spojrzała na mnie i po chwili obie płakałyśmy.- Nie chcę jechać.- krzyczałam przez łzy, a ona- To zostań.-płakałyśmy tak przez chwilę po czym Alice podeszła do jakiejś szafki i wyjęła jakąś książkę. Zaczęła coś bazgrać na pierwszej stronie. Przeczytałam na głos- Jesteś dla mnie jak Anastazja dla Kate- Twoja Alice- Znów się rozpłakałyśmy. Po jakiś 30 minutach poszłam czule ją żegnając. Po drodze spotkałam jeszcze Eve z tym strasznym. Nie chciałam zbyt długo stać przy nim więc tylko mocno ją przytuliłam.- Papa aniołku.- szepnęłam i poszłam. W pokoju nie było Meg. Za to był Aron. Był bardzo smutny. Przytuliłam go. On wziął walizkę Megi, a Harry, który właśnie przyszedł mi pomuc wziął moją. Ja zabrałam Idę i wszyscy wyszliśmy przed budynek. Stała tam Meg i Will.