Mała zeskoczyła z moich rąk i podbiegła do Meg, która już
egnała się z Aronem. Spojrzałam smutno na Harrego. Pochylił się i pocałował
mnie w czoła. Mocno go przytuliłam chłonąc jego zapach. Podiosłam wzrok i
wpiłam się w jego usta. Ręce same powędrowały do bujnej czupryny loczka. Zamknęłam
oczy, a łzy zalały moje poliki. Harry oderwał się ode mnie i wierzchem dłoni
otarł słone łzy. – hej, mała. Przecież przyjadę do was.- przechyliłam głowę by jego
dłoń mocniej przywarła do mojej twarzy. Uśmiechnął się, ale doskonale wiem, że
jest bliski płaczu. Pociągam żałośnie nosem i znów wtulam się w tors mojego
mężczyzny. Po sekundzie czuję coś mokrego na czubku głowy. Zerkam zaskoczona w
górę. Patrzy na mnie, a jego policzki są wilgotne.
Tak jak on wcześniej
wycieram jego twarz wierzchem dłoni. Czuję delikatny zarost. Pewnie nie zdążył
się rano ogolić. On też przechylił głowę naśladując mnie.- Nie chcę jechać.-
szepczę
-Ja też tego nie chcę, ale bądź silna.-powiedział łapiąc mnie
za ramiona z poważną miną.
-Tak jest.- zasalutowałam. Oboje się roześmialiśmy, a łzy
powoli zaczęły wysychać.
-Odwiedzę was jutro. Co ty na to?- pokiwałam radośnie głową.
Harry chwyciła moją walizkę i podeszliśmy do samochodu. Loczek wsadził bagaż, a
ja wsiadłam do środka. Pochylił się i jeszcze raz mocno mnie pocałował. Zamknął
drzwi i pomachał mi przez okno. Przyłożyłam dłoń do szyby, a Harry przyłożył swoją
po drugiej stronie. Po sekundzie do auta wsiadła Ida i usadowiła się obok mnie.
Meg wsiadła do przodu, a Will obok niej. Samochód ruszył, a ręka Harrego
zniknęła. Obejrzałam się i długo machałam, nawet jak zniknął mi z pola widzenia.
Po jakimś czasie dotarliśmy pod spory dom,
który już kiedyś widziałam
rozejrzałam się po okolicy i stwierdziłam, że to okolica domu babci. Bardzo się
cieszę, bo nie będzie problemów z
dotarciem do jej domu. Babcia w ostatnich latach remontowała mieszkanie
więc jest praktycznie nowy, ale tak jat wspominałam nie miała sił by ogarniać
po remoncie. Cieszę się, że miała okazję cieszyć się swoim domem. Zmarła, bo
zrezygnowała ze swojej mocy w młodości. Składała przysięgę na mocy której moja
mama nie ma elfickich uzdolnień. Mojego pokolenia przysięga nie obowiązuje.
Zmarła na specyficzną chorobę, która dotyka tylko śmiertelne elfy. Ani ja, ani
moja mama na to nie zachoruje. Ja jestem nieśmiertelna, a mama nigdy nie była
elfem. Meg wypadła z wozu jak oparzona- Meg, wszystko w porządku?- zapytałam zmartwiona.
Pokiwała głową.-ja wezmę walizki, a wy wejdźcie do środka.- powiedział i rzucił
Megi klucze. Dżentelmen. Uśmiechnęłam się, a on odpowiedział tym samym. Meg
warknęła coś pod nosem. Wzięłam Idę i wszyscy weszliśmy do środka.-Każda ma
własny pokój. Meg twój jest na górze, Rose naprzeciwko ciebie, a małej
ślicznotki obok Rose.- pokierował nas , a Meg chwyciła walizkę i pobiegła do
pokoju. Willy spojrzał pytająco, a ja wzruszyłam ramionami. Wzięłam małą i swój
bagaż i ruszyłam na górę.- Meg, wszystko okej?- w odpowiedzi usłyszałam ciche
wycie. Zerknęłam na małą i obie zachichotałyśmy. Weszłam do swojego pokoju…
Spojrzała
na mnie i po chwili obie płakałyśmy.- Nie chcę jechać.- krzyczałam przez łzy, a
ona- To zostań.-płakałyśmy tak przez chwilę po czym Alice podeszła do jakiejś
szafki i wyjęła jakąś książkę. Zaczęła coś bazgrać na pierwszej stronie. Przeczytałam
na głos- Jesteś dla mnie jak Anastazja dla Kate- Twoja Alice- Znów się
rozpłakałyśmy. Po jakiś 30 minutach poszłam czule ją żegnając. Po drodze
spotkałam jeszcze Eve z tym strasznym. Nie chciałam zbyt długo stać przy nim
więc tylko mocno ją przytuliłam.- Papa aniołku.- szepnęłam i poszłam. W pokoju
nie było Meg. Za to był Aron. Był bardzo smutny. Przytuliłam go. On wziął
walizkę Megi, a Harry, który właśnie przyszedł mi pomuc wziął moją. Ja zabrałam
Idę i wszyscy wyszliśmy przed budynek. Stała tam Meg i Will.