Przypomniałam sobie, że mają przyjechać rodzice Meg.
Postanowiłam dołączyć do niej, by ją jakoś wesprzeć w tej prawdopodobnie bardzo
trudnej chwili. Ona liczy na to, że ją przytulą, powiedzą „ kochamy cie”, ale i
ja i… każdy inny wieże to złudzenie. No ale wiara umiera ostatnia. Poszłam do
wyjścia i podeszłam do Meg. Położyłam jej rękę na ramieniu, a ona zaczęła
krzyczeć na swoich rodziców.- nienawidzę was. NIENAWIDZĘ!!
-nie takim tonem do ojca.- domyślałam się co się stało. Meg
wyrwała mi się i zaczęła gdzieś biec. Jej ojciec spojrzał na mnie, a matka na
niego. Zrobił się czerwony, chyba się speszył. Patrzyłam mu prosto w oczy
szukając jakiegoś śladu smutku. NIC! Cieszyła go ucieczka Meg. Podeszłam do niego nie odrywając wzroku.
Wyprostowałam palce i wymierzyłam cios. Uderzyłam go w policzek, aż głowę
wykręcił w bok. Spojrzeli na mnie zaskoczeni.- I co chuju, dalej ci wesoło?
- słucham?- zapytał nie mogąc uwierzyć w to wszystko. Nie
rozumiem jak on może jeszcze pytać. Podniosłam nogę i uderzyłam kolanem w jego
krocze. Zgiął się z bólu, a ja korzystając z jego pozycji delikatnie pchnęłam
jego głowę w tył. Przewrócił się o mały włos nie przewracając swojej żony.
Spojrzałam na nią i poruszyłam się w
taki sposób, że się szybko cofnęła i wpadła prosto na niego. Przerzuciłam włosy
do tyłu, pokazując wyższość. I ruszyłam z powrotem do internatu. Po drodze do
pokoju ktoś chwycił mnie w talii. Odwróciłam się i zobaczyłam Harrego, który
wpił się w me usta.- dziś mi się nie wyrwiesz. Weszliśmy do jego pokoju. Nikogo
nie było. Harry zaczął mnie całować mnie po szyi i po chwili moja bluzka leżała
pod ścianą. Całował mnie po piersiach i brzuchu. Poczułam jak moje spodnie się
luzują spojrzałam w dół i zobaczyłam jak próbuje odpiąć mi guzik zębami.
Zaczęłam się śmiać, aż brzuch mnie rozbolał. Zabrałam się za jego guziki, a
było tego sporo: koszula, spodnie, mankiety. Gdy się z nimi uporałam rzuciłam
jego rzeczy w kąt. Usiadłam na nim okrakiem zaczęłam go całować. Wplotłam palce
w jego loki, a on delikatnie gładził moje nogi podchodząc coraz wyżej. Wstałam
i zdjęłam stanik. On mnie pociągnął w dół i zaczął mnie dotykać. Był taki
delikatny, a naraz dziki. Rozebraliśmy się do końca i znów usiadłam na nim.
Poczułam jak we mnie wchodzi coraz głębiej. Nagle poczułam jakby coś
rozdzierało mnie od środka. Zaczęłam głośniej oddychać zaciskając powieki.
Zaczął napierać coraz szybciej. Myślałam, że to będzie czysta przyjemność, tym
czasem nie miało to nic wspólnego z przyjemność. Dopiero po paru wyjątkowo
długich minutach zaczęło być lepiej. Czułam jak krew spływa po moich udach wraz
z moją niewinnością. Czułam narastającą przyjemność. Ból niemal zniknął, a ja
jeszcze chwila i dojdę. Czułam jak gumka nabrzmiewa, a ja dyszałam
niemiłosiernie. Po paru sekundach zaczęłam krzyczeć i nagle poczułam… coś czego
się nie da opisać. Lepiej niż jak w niebie. Pocałowałam Harrego- jesteś
cudowny.- przytulił mnie mocno. Po chwili leżenia bezczynnie wstałam- ja idę,
ale jeszcze to powtórzymy.- puściłam do niego oczko, ubrałam się i wyszłam.
Uśmiechnęłam się do siebie i ruszyłam w stronę pokoju. Weszłam do środka i
zaczęłam się śmiać niezauważający dziewczyn, które gapiły się jak na
nienormalną. Zobaczyłam je jak Alice powiedziała- Co tobie tak wesoło?
- A tak jakoś.- poruszyłam biodrami jednoznacznie.
- Co??!!!- pisnęły równocześnie, a ja tylko kiwnęłam głową
uśmiechnięta.
- Niby z kim?- zapytała Alice z miną:
- Z Harrym, a z kim.
- jest jeszcze Bruno.-wtrąciła Ev.
- Ale co?- powiedział ktoś wchodząc do pokoju
- A nic.- powiedziałam zaskoczona widząc Bro przed sobą.
Chwycił mnie w pół i zaczął obściskiwać. Odepchnęłam go delikatnie.- A gdzie
Meg?-zmieniłam temat.
- Liczyłam na to, że ty wiesz.- powiedziała Eva
- Nie, sorki. Po wizycie starych uciekła. A wogule to co
chciałeś?- zwróciłam się do Bruna
- A no właśnie, gratuluję ci. Casper się przeraził nieżle.
Nawet nie zareagował i teraz ojciec jest na niego wściekły.
- Naprawdę?- przybiłam z nim piątkę i pzrytuliła.
-A o co chodzi właściwie?- spytała Ali
- Śliczna pobiła rodziców Meg.
- Nie przesadzaj, tylko ojca. Ona sama się potknęła.-
zaczęliśmy się śmiać.- dobra, skoro to wszystko to papa, bo idę się wykąpać.
- mogę ci pomuc.- uśmiechnął się seksownie
- Nie trzeba.- powiedziałam wypychając go na korytarz.
Poszłam do łazienki i napuściłam wody do wanny. Weszłam do niej i zaczęłam
myśleć. Po jakiejś godzinie wyszłam i przebrałam się w piżamę. Położyłam się i
zadzwoniłam na telefon Meg. Dzwoniłam paręnaście razy. Nic, dupa. Zaczęłam
wyobrażać sobie co mogło jej się stać. Po kilku naprawdę przerażających wizjach
stwierdziłam, że już wystarczy. Postanowiłam, że spróbuję zasnąć. Niestety
udało mi się to dopiero po paru godzinach. Obudził mnie głosik Alice- Wstawaj!
- No już- wcale nie miałam takiego zamiaru, ale… czyjaś noga
zrzuciła mnie z łózka!!! Wstałam ociężale i poszłam do łazienki. Jak zobaczyłam
swoje wory pod oczami przeraziłam się. Nałożyłam makijaż i uczesałam włosy.Ubrałam się i wyszłam na stołówkę. Zaczęłam rozglądać się zaresztąi gdy ich
znalazłam ze smutkiem stwierdziłam, że nie ma tam Meg. Gdzie ona jest. Jak
tylko się znajdzie, zabiję ją. Wzięłam musli i usiadłam na kolanach Harrego.
Nagle w drzwiach Sali pojawiła się… Meg. Ale chwila, coś jest nie tak. Co to za
małe, urocze coś na jej rękach. Spuścić z niej wzrok na jedną noc, a ona wraca
tu z DZIECKIEM. Co to jest i czyje? Wszyscy na nią patrzyli. Gdy usiadła z tą
małą do stolika powiedziałam- po pierwsze, gdzie byłaś przez całą noc? Tak cholernie
się o ciebie martwiłam. A po drugie, co to jest?- wskazałam na blondyneczką. Ja
się o nią martwię, a ona przynosi dziecko.- raczej nie co tylko kto i czyje?-
oczywiście poprawiła mnie Eva- pobiegłam do lasu i zamieniłam się w wilka. Gdy poczułam
dziwny zapach odwróciłam sią i zobaczyłam Idę- a więc nazywa się Ida? Jak dla mnie
po Puncio♥.-
Podeszła do mnie i się przytuliła, a ja zobaczyłam to ugryzienie- wskazała na
ranę. Co za nieludzka bestia to zrobiła. Zabiję tego potwora.- nie wiedziałam
co robić, a ona mówi do mnie mamo. Nie mogłam
po prostu sobie pójść- skończyła podsuwając małej kubek z… krwią. Degustujące,
ale teraz tylko to ją zaspokoi.- i postanowiłaś ją tu przynieść?
Fantastycznie.- powiedziała jedyna trzeźwo myśląca Ali.- Tak, a co miałam ją
tam zostawić?
- no, no. Widzę, że wypadek przy pracy.- Alex już się doczepiła.- Jezu idź
szukać klientów gdzie indziej.-
odgryzłam się jej- no jak widać to nie ja tu daję dupy- przysięgam, że gdyby nie
odeszła, dałabym jej po ryju.- Smakuje mamo.- powiedziała, a ja poczułam jak
coś ściska mi żołądek na myśl, że niedługo jej nie będzie przy nas. Mimo to
trzymanie jej tu jest strasznie niebezpieczne. Nie powinno jej tu być. Muszę pogadać
o tym z Meg. Teraz trzeba się postarać, by nie przywykła do nas. Niestety Meg
powiedziała- Popatrz, to są twoje ciocie.- wskazała na nas trzy. Mała zeskoczyła
z jaj kolan i podbiegła do mnie. Postanowiłam trzymać się mojego planu i nie
okazywać jej sympatii- Co?- zapytałam oschle.- Na loncki ciociu. – i mój plan
szlak trafił. Ta maleńka istotka pragnęła mojej uwagi i troski. Nie mogłam jej
tak zostawić. Chwyciłam ją za boczki i usadziłam na moich kolanach.- ciocia ci
coś pokarze.- powiedziałam patrząc na szklankę Evy. Skupiłam na niej całą uwagę
i po chwili w górę wzniosła się kropla wody. Ida wbiła w nią swój maleńki paluszek-
Oooo- zaczęła się śmiać. Siedząc na kolanach Harrego wraz z Punciem czułam się
taka szczęściwa.

