sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 18



Przypomniałam sobie, że mają przyjechać rodzice Meg. Postanowiłam dołączyć do niej, by ją jakoś wesprzeć w tej prawdopodobnie bardzo trudnej chwili. Ona liczy na to, że ją przytulą, powiedzą „ kochamy cie”, ale i ja i… każdy inny wieże to złudzenie. No ale wiara umiera ostatnia. Poszłam do wyjścia i podeszłam do Meg. Położyłam jej rękę na ramieniu, a ona zaczęła krzyczeć na swoich rodziców.- nienawidzę was. NIENAWIDZĘ!!
-nie takim tonem do ojca.- domyślałam się co się stało. Meg wyrwała mi się i zaczęła gdzieś biec. Jej ojciec spojrzał na mnie, a matka na niego. Zrobił się czerwony, chyba się speszył. Patrzyłam mu prosto w oczy szukając jakiegoś śladu smutku. NIC! Cieszyła go ucieczka Meg.  Podeszłam do niego nie odrywając wzroku. Wyprostowałam palce i wymierzyłam cios. Uderzyłam go w policzek, aż głowę wykręcił w bok. Spojrzeli na mnie zaskoczeni.- I co chuju, dalej ci wesoło?
- słucham?- zapytał nie mogąc uwierzyć w to wszystko. Nie rozumiem jak on może jeszcze pytać. Podniosłam nogę i uderzyłam kolanem w jego krocze. Zgiął się z bólu, a ja korzystając z jego pozycji delikatnie pchnęłam jego głowę w tył. Przewrócił się o mały włos nie przewracając swojej żony. Spojrzałam na nią  i poruszyłam się w taki sposób, że się szybko cofnęła i wpadła prosto na niego. Przerzuciłam włosy do tyłu, pokazując wyższość. I ruszyłam z powrotem do internatu. Po drodze do pokoju ktoś chwycił mnie w talii. Odwróciłam się i zobaczyłam Harrego, który wpił się w me usta.- dziś mi się nie wyrwiesz. Weszliśmy do jego pokoju. Nikogo nie było. Harry zaczął mnie całować mnie po szyi i po chwili moja bluzka leżała pod ścianą. Całował mnie po piersiach i brzuchu. Poczułam jak moje spodnie się luzują spojrzałam w dół i zobaczyłam jak próbuje odpiąć mi guzik zębami. Zaczęłam się śmiać, aż brzuch mnie rozbolał. Zabrałam się za jego guziki, a było tego sporo: koszula, spodnie, mankiety. Gdy się z nimi uporałam rzuciłam jego rzeczy w kąt. Usiadłam na nim okrakiem zaczęłam go całować. Wplotłam palce w jego loki, a on delikatnie gładził moje nogi podchodząc coraz wyżej. Wstałam i zdjęłam stanik. On mnie pociągnął w dół i zaczął mnie dotykać. Był taki delikatny, a naraz dziki. Rozebraliśmy się do końca i znów usiadłam na nim. Poczułam jak we mnie wchodzi coraz głębiej. Nagle poczułam jakby coś rozdzierało mnie od środka. Zaczęłam głośniej oddychać zaciskając powieki. Zaczął napierać coraz szybciej. Myślałam, że to będzie czysta przyjemność, tym czasem nie miało to nic wspólnego z przyjemność. Dopiero po paru wyjątkowo długich minutach zaczęło być lepiej. Czułam jak krew spływa po moich udach wraz z moją niewinnością. Czułam narastającą przyjemność. Ból niemal zniknął, a ja jeszcze chwila i dojdę. Czułam jak gumka nabrzmiewa, a ja dyszałam niemiłosiernie. Po paru sekundach zaczęłam krzyczeć i nagle poczułam… coś czego się nie da opisać. Lepiej niż jak w niebie. Pocałowałam Harrego- jesteś cudowny.- przytulił mnie mocno. Po chwili leżenia bezczynnie wstałam- ja idę, ale jeszcze to powtórzymy.- puściłam do niego oczko, ubrałam się i wyszłam. Uśmiechnęłam się do siebie i ruszyłam w stronę pokoju. Weszłam do środka i zaczęłam się śmiać niezauważający dziewczyn, które gapiły się jak na nienormalną. Zobaczyłam je jak Alice powiedziała- Co tobie tak wesoło?
- A tak jakoś.- poruszyłam biodrami jednoznacznie.
- Co??!!!- pisnęły równocześnie, a ja tylko kiwnęłam głową uśmiechnięta.
- Niby z kim?- zapytała Alice z miną:
 - Z Harrym, a z kim.
- jest jeszcze Bruno.-wtrąciła Ev.
- Ale co?- powiedział ktoś wchodząc do pokoju
- A nic.- powiedziałam zaskoczona widząc Bro przed sobą. Chwycił mnie w pół i zaczął obściskiwać. Odepchnęłam go delikatnie.- A gdzie Meg?-zmieniłam temat.
- Liczyłam na to, że ty wiesz.- powiedziała Eva
- Nie, sorki. Po wizycie starych uciekła. A wogule to co chciałeś?- zwróciłam się do Bruna
- A no właśnie, gratuluję ci. Casper się przeraził nieżle. Nawet nie zareagował i teraz ojciec jest na niego wściekły.
- Naprawdę?- przybiłam z nim piątkę i pzrytuliła.
-A o co chodzi właściwie?- spytała Ali
- Śliczna pobiła rodziców Meg.
- Nie przesadzaj, tylko ojca. Ona sama się potknęła.- zaczęliśmy się śmiać.- dobra, skoro to wszystko to papa, bo idę się wykąpać.
- mogę ci pomuc.- uśmiechnął się seksownie
- Nie trzeba.- powiedziałam wypychając go na korytarz. Poszłam do łazienki i napuściłam wody do wanny. Weszłam do niej i zaczęłam myśleć. Po jakiejś godzinie wyszłam i przebrałam się w piżamę. Położyłam się i zadzwoniłam na telefon Meg. Dzwoniłam paręnaście razy. Nic, dupa. Zaczęłam wyobrażać sobie co mogło jej się stać. Po kilku naprawdę przerażających wizjach stwierdziłam, że już wystarczy. Postanowiłam, że spróbuję zasnąć. Niestety udało mi się to dopiero po paru godzinach. Obudził mnie głosik Alice- Wstawaj!
- No już- wcale nie miałam takiego zamiaru, ale… czyjaś noga zrzuciła mnie z łózka!!! Wstałam ociężale i poszłam do łazienki. Jak zobaczyłam swoje wory pod oczami przeraziłam się. Nałożyłam makijaż i uczesałam włosy.Ubrałam się i wyszłam na stołówkę. Zaczęłam rozglądać się zaresztąi gdy ich znalazłam ze smutkiem stwierdziłam, że nie ma tam Meg. Gdzie ona jest. Jak tylko się znajdzie, zabiję ją. Wzięłam musli i usiadłam na kolanach Harrego. Nagle w drzwiach Sali pojawiła się… Meg. Ale chwila, coś jest nie tak. Co to za małe, urocze coś na jej rękach. Spuścić z niej wzrok na jedną noc, a ona wraca tu z DZIECKIEM. Co to jest i czyje? Wszyscy na nią patrzyli. Gdy usiadła z tą małą do stolika powiedziałam- po pierwsze, gdzie byłaś przez całą noc? Tak cholernie się o ciebie martwiłam. A po drugie, co to jest?- wskazałam na blondyneczką. Ja się o nią martwię, a ona przynosi dziecko.- raczej nie co tylko kto i czyje?- oczywiście poprawiła mnie Eva- pobiegłam do lasu i zamieniłam się w wilka. Gdy poczułam dziwny zapach odwróciłam sią i zobaczyłam Idę- a więc nazywa się Ida? Jak dla mnie po Puncio.- Podeszła do mnie i się przytuliła, a ja zobaczyłam to ugryzienie- wskazała na ranę. Co za nieludzka bestia to zrobiła. Zabiję tego potwora.- nie wiedziałam co robić,  a ona mówi do mnie mamo. Nie mogłam po prostu sobie pójść- skończyła podsuwając małej kubek z… krwią. Degustujące, ale teraz tylko to ją zaspokoi.- i postanowiłaś ją tu przynieść? Fantastycznie.- powiedziała jedyna trzeźwo myśląca Ali.- Tak, a co miałam ją tam zostawić?
- no, no. Widzę, że wypadek przy pracy.- Alex już się doczepiła.- Jezu idź szukać klientów gdzie  indziej.- odgryzłam się jej- no jak widać to nie ja tu daję dupy- przysięgam, że gdyby nie odeszła, dałabym jej po ryju.- Smakuje mamo.- powiedziała, a ja poczułam jak coś ściska mi żołądek na myśl, że niedługo jej nie będzie przy nas. Mimo to trzymanie jej tu jest strasznie niebezpieczne. Nie powinno jej tu być. Muszę pogadać o tym z Meg. Teraz trzeba się postarać, by nie przywykła do nas. Niestety Meg powiedziała- Popatrz, to są twoje ciocie.- wskazała na nas trzy. Mała zeskoczyła z jaj kolan i podbiegła do mnie. Postanowiłam trzymać się mojego planu i nie okazywać jej sympatii- Co?- zapytałam oschle.- Na loncki ciociu. – i mój plan szlak trafił. Ta maleńka istotka pragnęła mojej uwagi i troski. Nie mogłam jej tak zostawić. Chwyciłam ją za boczki i usadziłam na moich kolanach.- ciocia ci coś pokarze.- powiedziałam patrząc na szklankę Evy. Skupiłam na niej całą uwagę i po chwili w górę wzniosła się kropla wody. Ida wbiła w nią swój maleńki paluszek- Oooo- zaczęła się śmiać. Siedząc na kolanach Harrego wraz z Punciem czułam się taka szczęściwa.   

piątek, 27 lutego 2015

Rozdział 17 Kilka słów o mnie




Chciałam wam dziś opisać co się działo podczas wizyty rodziców Meg, ale pomyślałam, że to ona powinna wam to opowiedzieć. W zamian za to napiszę obiecany rozdział poświęcony w 100% mojej przeszłości.
Za górami, za lasami… sorry to nie ta bajka. Prawie 18 lat temu, w jednym z londyńskich domów pewna młoda para zaczęła się pieprzyć. Dziewięć miesięcy później na świat przyszła białowłosa dzidzia… pominę dorastanie, bo to mało ciekawe. No więc, gdy ta dzidzia skończyła 7 lat poszła do szkoły podstawowej. Nie byłam jakoś szczególnie lubiana, za to dobrze się uczyłam i bez problemów radziłam sobie w szkole. W trzeciej klasie dostałam nagrodę dyrektora za dobre stopnie. W czwartej klasie poznałam kasztanowłosą dziewczynkę. Nazywała się Alice. Nie szczególnie się lubiłyśmy. Przezywałam ją, a ona grała królewnę (trochę jak Alex wersja light). Bardzo lubiłam matematykę i przyrodę. W szóstej klasie dostałam 32 punkty na teście 6 klas (32 na 40). Mimo całkiem dobrego wyniku poszłam przeciętnego gimnazjum. Ni złego, ni dobrego. Poznałam Meg i Eve. Nie przyjaźniłyśmy się od razu. Chodziłam do szkoły i wracałam z Alice. Bardzo się zaprzyjaźniłyśmy i często przychodziłam do niej po szkole. Do tej pory uwielbiam jej rodziców. Od samego początku nie kryli swej niezwykłości. Oboje są wampirami i Alice od zawsze wiedziała kim jest. Bardzo często mówiła jak to będzie gdy już ujawnią się jej moce. Szybkość, czytanie w myślach... to brzmiało tak magicznie. Niestety czas mijał, a ona i tak pozostawała Anonime (dziecko magicznych stworów, które nie posiada mocy). Pewnego dnia obudziłam się rano, jak zawsze w dni powszednie. Usłyszałam jak mama zawołała mnie. Ubrałam się i zapakowałam plecak. Zbiegłam na dół i chwilkę później już wyszłam. Szłam na przystanek, a wokół mnie zimowy widok. Szłam i nagle… coś pchnęło mnie po przodu w taki sposób, że upadłam. Nie spadłam na ośnieżoną ulicę, tylko na pewnego rodzaju chmurę. Leżałam na płachcie wody, która unosiła się nad ziemią. Rozejrzałam się z wytrzeszczonymi oczami. Woda zaczęła w pewnym sensie płynąć do przodu. Chciałam uciekać, ale TO mi nie pozwoliło. Szarpałam się zpanikowana i wtedy przypomniałam sobie książki, które przeglądałam z Alice oraz to co nam powiedziała: „Nigdy nie wiemy kiedy moc się ujawni… ani w kim się kryje.” Westchnęłam głęboko i pomyślałam, że w sumie mogłabym polecieć na tym do szkoły. Nagle ruszyło do przodu. Pędziło tak szybko, że o mały włos nie spadłam. Po może 10 sekundach byłam już prawie pod szkołą. Zatrzymałam to coś w bocznej uliczce. Całe szczęście nikt nie szedł. Szybko zeskoczyłam, a chmura upadła na ziemię w formie śniegu.(?) Szłam bardzo wystraszona i nagle ktoś delikatnie złapał mnie za ramię. Dosłownie podskoczyłam ze strachu. Odwróciłam się i zobaczyłam roześmianą Alice.- HAhaha. Nie uwierzysz co się stało!- pisnęła wesoło.
-Nom?- powiedziałam bez entuzjazmu
- Ujawniła się!! Rozumiesz?
-co??- zaciekawiłam się
-Mam moc!!- powiedziała o wiele za głośno. Patrzyli na nas jak na wariatki.
-Wow. Super- przytuliłam ją. Cieszyłam się wraz z nią, mimo iż tego za szczególnie nie ujawniałam.
- oj co ty taka smętna?
- Myślę.
- nad czym?
- bo…- zaczęłam szebtać.- Ja chyba tęż mam moc.
-Co??!!- krzyknęła, a ja ją od razu uciszyłam
- cicho bądź.- podeszłam do grudki śniegu i skupiłam cała swoją uwagę. Po chwili ta gródka lewitowała w formie wielkiej kropli. Otworzyłam oczy, a woda rozbiła się o ziemię.-O mój borze.- powiedziała Alice. Poszłyśmy do jej domu i powiedziałyśmy jej rodzicom o mojej mocy.- Och dziecko, nareszcie.- powiedziała jej mama
-Jak to nareszcie?- zapytałam wystraszona
- och od dawna wiemy, że ta chwila nadejdzie. Twoje uszy jutro powinny być o wiele bardziej spiczaste. Może dziś zostań u nas- powiedziała i poszła zadzwonić do moich rodziców. Pare dni później wróciłam do szkoły. Musiałam ukrywać uszy. To było straszne. To dla tego teraz tak ich nienawidzę. Po jakimś tygodniu przestałam nad tym panować. Nie raz gdy byłam zła woda tryskała z kranów i tym podobne. Gdy po raz setny na lekcji  wystrzeliła woda z kranu do gąbki podeszła do mnie Meg.- wiem, że to ty.
- nie rozumiem.
- To ty sterujesz wodą. Ja wiem jak to jest.
- Wybacz ale nie wiem o czym mówisz.- chwyciła moją rękę i poszła na dwór do pobliskiego lasku. Nagle nie stała przede mną Meg tylko biały wilk( jeszcze wtedy nie miała niebieskich włosów). Zaczęłyśmy rozmawiać i po pewnym czasie się zaprzyjaźniłyśmy. Nie będę wam opowiadać co się działo przez następne pół roku, bo to nudne. Nic się nie działo. Tylko regularnie podtapiałam moich rodziców. Gdy nadeszły wakacje chciałam wyjechać z Alice i Meg. Nie zgodzili się, ja się wkurzyłam i posłałam ich do szpitala. Ojciec wpadł w szał i wyprowadził mnie do babci. Okazało się, że ona też jest elfem. Byłam w szoku. Gdy wróciłam po wakacjach do szkoły żaliłam się dziewczynom. Okazało się, że mam o czym rozmawiać z Evą. Tak zyskałam sytuację przyjacielską jaką mam teraz. Ukończyłam liceum i trafiłam do… Czarteku. Czartek to szkoła stworów magicznych w której się teraz uczę. Nagle okazało się, że Eva też ma moc. Jest aniołem, to niesamowite. Jesteśmy tu wszystkie 4. No niestety przez cały rok żadna z nas nie rozwinęła mocy nawet odrobinkę. Przez to jestem tu gdzie jestem. Nie widuję moich rodziców. Babcię widuję w wakacje. Mam trzy najwspanialsze przyjaciółki na świecie i dwóch chłopaków. Głupio brzmi, ale wiecie, że to prawda. Moja historia nie należy na razie do szczególnie szczęśliwych, ale może przyjdzie taki dzień, że znowu będę mogła normalnie pogadać z rodzicami. Mimo wszystki jestem szczęśliwa i nic bym nie zmieniła. Dzięki temu wszystkiemu jestem teraz tu.

czwartek, 26 lutego 2015

Rozdział 16



Widziałam jak dłonie Harrego zaciskają się w pięści. Kostki zsiniały, a oczy zapłonęły żywym ogniem.
 
 Oderwał mnie od Bruna silnym, stanowczym, a mimo wszystko troskliwym szarpnięcie. Ocknęłam się z transu i pobiegłam pod gabinet dyrektora. Nie mogłam patrzeć jak dwie tak bliskie mi osoby sprawiają sobie ból. Choć wiem, że to ja zadaje im obu prawdziwe cierpienie. Mijałam popiskujące uczennice i zadowolone z sensacji pierwszaki. Dotarłam pod drzwi dyrektora. Oparłam się o ścianę i zsunęłam w dół. Drobne kropelki spływały po moich policzkach. Westchnęłam głęboko i wzięłam się w garść. Po paru sekundach nie było nic widać. Pojawiła się Meg. Ją też przerasta  ta cała sytułacja. Ja i oni… przeciw sobie. Wszystkim sprawiam ból i wszyscy sprawiają go mi. Mniejsza z tym, inny rozdział poświęce mej przeszłości. No więc, Megi zapukała i po chwili weszła do gabinetu po czym niemal natychmiast wyszła razem z dyrkiem. Tak się śpieszył, że nawet mnie nie zauważył. Zostawił nawet niedomknięte drzwi. Wślizgnęłam się do środka i… stanęłam na środku nie wiedząc co dalej. Rozejrzałam się po pokoju i postanowiłam, że zacznę od… barku! Podbiegłam do szklanej szafki i zaczęłam grzebać w butelkach. Nagle zauważyłam flaszeczkę z napisem „na kontrolera”. Wyjęłam ją i upiłam łyka, sporego łyka
 
. Odłożyłam flaszkę na miejsce i postanowiłam poszukać tych kluczy. Nie było to takie trudne bo wisiały na małym haczyku przy biurku. Wzięłam je i sprawdziłam podpis „piwnica B” to chyba jasne. Pobiegłam natychmiast na miejsce bójki. Po chwili podeszłam do Meg mijając dyrektora. Chyba był zły, bo odszedł bez słowa.- udało się – wydyszałam zziajana.
-Musimy się nimi zająć-westchnęła. Od razu się za to wzięłam. Podeszłam do Harrego i Bruna. Wzięłam ich obu pod ramie i poprowadziłam do pokoju Hazzy. Niestety po drodze spotkałam… Caspra.- co to miało być bro?- warknął. Chwycił go za kark i zabrał do reszty watahy. Popatrzyłam na loczka i westchnęłam. Weszliśmy do pokoju. Nikogo nie było. Posadziłam go na łóżku i pochyliłam się nad jego twarzą.- kochanie, za może godzinę będę jak nowy.
- tak na pewno. Nie masz pojęcia o regeneracji. Jesteś początkującym wampirem.
- No dobra. Ja jeż nic nie mówię.- pochyliłam się znowu i zaczęłam oglądać jego wargę. On pociągnął mnie delikatnie tak, że nasze usta się spotkały. Delikatnie chwycił mój podbródek, a drugą ręką posadził moją nogę na swoim udzie. Usadziłam się wygodnie  i wplotłam mu palce między włosy. Nasze języki się spotkały i…- co to?- zapytał odrywając się ode mnie.
-Yyy… to…
- alkohol? Serio? Niewyżyta dziewczynka. Papierosy, alkohol. To forma buntu?
- Nie tylko…- nie skończyłam, bo najwidoczniej niegrzeczna ja pociągam go jeszcze bardziej. Chwycił moją koszulkę i jednym ruchem ją zdjął. Chciałam protestować, ale jak tu protestować z czyimś językiem w ustach. No cóż, dopasowałam się do jego tempa i po chwili jego koszula leżała obok mojej. Na podłodze. Poczułam jak jego wielkie dłonie zaciskają moje… po prostu macał mój biust. Położył się, a ja wraz z nim. Zaczął poruszać biodrami w taki sposób, że miałam ochotę krzyczeć. Matko, jaki on musiał być w moim wieku jeśli tak potrafi. Poruszał się coraz szybciej, a jego spodnie robiły się coraz ciaśniejsze. Miałam ochotę rozpiąć mu spodnie i… no po prostu już chciałam by to zrobił, ale chyba jeszcze nie dziś.  

środa, 25 lutego 2015

Rozdział 15


Obudziłam się dosyć wcześnie. Otworzyłam oczy tylko odrobinkę, bo powieki nie miały siły podnieść się wyżej. Rozejrzałam się i zobaczyłam rozmazane wnętrze pokoju. Łóżko Alice wraz z nią, Eva tuż obok. Przekręciłam się by jeszcze skontrolować Meg. Leniwie zerknęłam w jej stronę. Dopiero po paru sekundach zorientowałam się, że coś jest nie tak.
 
Otworzyłam szeroko oczy i zerwałam się na równe nogi. Zaczęłam rozglądać się po pokoju. Zwykle nie martwię się zbytnio, ale po tym wczorajszym napadzie… po prostu nie wiem co bym zrobiła bez niej. Szybko obudziłam dziewczyny i wybiegłam na korytarz( dla przypomnienia w samej piżamie. Stosunkowo skromnej). Zaczepiałam ludzi na korytarzu. Nigdzie jej nie ma. Wróciłam do pokoju. Nagle drzwi toalety otworzyły się, a zza nich wyszła MEG. – tu jest. – westchnęła Eva. Szczerze mi ulżyło.- ale ja byłam tylko w łazience. Co wy się tak martwicie.- zapytała dziwnie wesoła. Co ona, dopiero co się bzy… Nie, obiecałam sobie być grzeczna. Ta jasne…
-  bo dowiedziałyśmy się o tym napadzie wczoraj.- powiedziała Ali. To ja rozpaplałam gdy je obudziłam.
-Oj tam nic mi nie jest-powiedziała wesoło
-No dobra. Teraz my idziemy się ogarnąć.- powiedziałam kierując się do łazienki wraz z Alice. Jakoś tak jest, że zawsze idziemy tam razem. Ona czesze mnie, a ja ją… i tyle. Ubrałam się i poczekałam na Alice. Po chwili obie wyszłyśmy. Stanęłyśmy przy drzwiach i czekałyśmy na Megi. Gdy wyszłyśmy na korytarz- ooo dziś nie będziemy spać spokojnie- powiedziała ze śmiechem, patrząc na niebieskowłosą.- jak to?- nie miałam pojęcia co kombinuje… a może nie ona?- coś się szykuje pomiędzy naszym wilczkiem, a Aronem. Cytuję „To szykuj się na gorącą noc”- powiedziała uśmiechnięta.
- Nie ważne.- Policzki Meg zrobiły się bardziej czerwone niż moja szminka.
-Mmmmm- zamruczałam by ją trochę rozdrażnić.- znów cię będzie „pocieszał”?- miała się rozzłościć, a ta się uśmiecha głupio. Poszłyśmy na stołówkę. Wzięłam sałatkę owocową i wodę z miętą. Przysiadłam się do jedzącej mięso Meg. Przez tą wilkołaczkę zostałam wegetarianką. Postanowiłam przeprosić- oj no przepraszam.
-nie gniewam się.- no przecież wiem.- a dziś wykradniemy te klucze od dyrektora ale musisz pocałować Bruna na oczach Harrego, a potem na odwrót, a potem…- nie słuchałam, bo wyobraziłam sobie jak będzie cudownie móc pocałować ich obu niemal jednocześnie-…w tym czasie wykradniemy te klucze.- wyszeptała mi do ucha.
-Zgadzam się.- w ogóle nie musiałam nad tym myśleć. Choć może to błąd. Po zjedzeniu poszliśmy do akademiku. Po drodze spotkaliśmy Nialla. Miałam ochotę go rozszarpać jak powiedział „ale ja z tobą jestem”. Musiałam się jakoś opanować. Dobrze, że obok był Harry. Mogłam się wtulić w jego tors i nie myśleć więcej o tym… tym CZYMŚ. Mimo to nie mogłam siedzieć spokojnie gdy widziałam jej smutek.- Znowu będziesz przez niego płakać?- bardzo się o nią martwię
-nie. Mam nadzieję, że nie. Mam przecież jeszcze, no wiesz, Arona.
- no wiem. Mam nadzieję, że będzie się wam układało we trójkę- uśmiechnęłam się. W końcu nie tylko ona idzie na całość. Szczerze mi to pasuje, choć wiem, że ją to trochę gryzie.
- też wam życzę szczęścia.- powiedziała równie świadoma sytuacji.
I już po trzeciej lekcji. Czas wcielić nasz plan w życie. Meg od razu zabrała się do pracy. Ja też nie próżnowałam. Szarpnęłam Bruno za kołnierz i pocałowałam namiętnie.
 
 Patrzyłam  na Harrego, a on na mnie. Serce mi pękało gdy jego twarz bladła. Jeszcze nigdy żaden pocałunek nie sprawił mi tyle bólu.

wtorek, 24 lutego 2015

Rozdział 14



-Ooo, przeszkadzam?- zapytała nawijając włosy na palec.- Nie…- powiedziałam odsuwając się od Harrego. Nie wiem czemu zaprzeczyłam, ona bardzo przeszkadzała.- Zbieraj się Rou. Wychodzisz z tego… czegoś.- rozejrzała się po Sali. Ze sporej torby wyjęła pare ubrań. Popatrzyłam na nie, a potem na Ali- chcesz żebym się ugotowała?- zapytałam biorąc sweter do ręki.- Masz to założyć, czy tego chcesz czy nie.- powiedziała stanowcza jak nigdy. Posłusznie się ubrałam i usiadłam na łóżku.- A gdzie Meg?- zapytałam smutna.
 
 Miałam ochotę się rozpłakać. Jest moją najlepszą przyjaciółką, a nie ma jej we w sumie bardzo ważnej chwili. Potrzebuję jej, a ona nie przyszła. Już wiem jak się czuje, gdy Niall odchodzi bez słowa. Tyle, że my znamy się ZNACZNIE dłużej. Mam tylko ją, Ali i Ev. No właśnie gdzie podziała się Eva. Wstałam i chwyciłam Harrego za rękę, by nie stracić równowagi. Przytrzymał mnie i nie puszczał aż do momentu, gdy z powrotem zapanowałam nad nogami. Powoli wyszliśmy na zewnątrz. Boże… jak tu cudownie. To świeże powietrze. Nic więcej nie pragnę…  no może wanny i kieliszka dobrego wina. Nie mogłam przestać się uśmiechać, to było poza moją kontrolą. Szliśmy powoli ciesząc się wolnością. Niestety w końcu doszliśmy do bramy szkoły. Weszliśmy do gmachu i od razu podbiegła do nas Lucy.- Hejka! Słyszałam, że siedziałaś w szpitalu. Mam nadzieję, że już jest OK.- powiedziała i odeszła ni czekając aż ktoś coś powie. Poszliśmy do naszego pokoju. Otworzyłam drzwi i…- co do jasnej cholery!- powiedziałam widząc Arona i MEG. Super nie przyszła po mnie do SZPITALA tylko się zabawia. Uh… dobrze, że przynajmniej z Aro. Popieram ten związek. Lubię go, a on mnie, więc chyba mogę mu ufać w sprawach Smerfeci. Harry zerkał to na mnie to na Niebieską. Meg wstała, a zaraz potem usiadła… dziwne.- Harry nie mów nic Niallowi, błagam.- powiedziała z oczywistych przyczyn Meg. – a czemu miałbym tego nie zrobić?- Odpowiedział. Muszę z nim poważnie porozmawiać a propos jego stosunku wobec Mojego wilczka. Postanowiłam ukrócić temat- Bo NIE i tyle
-Ale ona go zdradza.- Strzelał fochy, ale ja mam to gdzieś, a poza tym…- Przepraszam cię( ironia) ale oni nie są razem, a Niall łazi z Alex i się prawie z nią całował- dodałabym tu troszkę pikantelli, ale była tam Alice, która widziała wszystko co ja.- A i żadna kobieta nie jest rzeczą- zerknęłam porozumiewawczo na Ali. To jej ulubiony text. – Dobra, nic mu nie powiem. – widziałam jak przewraca oczami. Nie skomentowałam tego, ale on wie, że nienawidzę takiej „łaski”. Kurwa łachy bez. Mimo wszystko nie chcę żeby się fochał. – nie gniewaj się.- uśmiechnęłam się, a jemu od razu przeszło. On nie potrafi się na mnie gniewać nawet 5 minut. Wykorzystuję ten fakt do maksimum.- dobra ja idę, a ty odpoczywaj.- chciałam powiedzieć żeby został, że sama sobie nie poradzę…ale poszedł zanim zdążyłam wyksztusić cokolwiek. Postanowiłam zająć się czymś innym, a Meg była akurat na widoku.- co tu się działo? Dlaczego po mnie nie przyszłaś?- zapytałam bardziej ciekawa tego pierwszego.-Nie przyszłam, bo napadł mnie ktoś i jak dobiegłam pod szpital to on mnie zabrał, bo byłam cała roztrzęsiona. A to tu to mnie tylko pocieszał, ale przyszliście za wcześnie.- powiedziała w taki sposób, że musiałam hamować się by nie wybuchnąć śmiechem.-Ta… pocieszał.
-No tak. A w ogóle to dowiedziałam się o tajemniczej biblioteczce i musisz mi pomóc wykraść klucz od dyrektora- Od dyrcia? Już snułam plany jak go wyciągnąć z za biurka.- A co w niej takiego jest?- błagam, żeby było coś o tych moich snach, albo wahaniach hormonów( raz siła, a innym razem omdlenia). – wiem tyle, że tam jest wszystko czego nie mówią nam na lekcji.- Musimy się tam dostać jak najszybciej. Pokiwałam głowa, że rozumiem. Byłam dziwnie zmęczona. To przez ten szpital, prawie- stosunek, świeże powietrze… i prawie- stosunek Meg. Bez komentarza…