Widziałam jak dłonie Harrego zaciskają się w pięści. Kostki zsiniały,
a oczy zapłonęły żywym ogniem.

Oderwał mnie od Bruna silnym, stanowczym, a mimo
wszystko troskliwym szarpnięcie. Ocknęłam się z transu i pobiegłam pod gabinet
dyrektora. Nie mogłam patrzeć jak dwie tak bliskie mi osoby sprawiają sobie
ból. Choć wiem, że to ja zadaje im obu prawdziwe cierpienie. Mijałam popiskujące
uczennice i zadowolone z sensacji pierwszaki. Dotarłam pod drzwi dyrektora. Oparłam
się o ścianę i zsunęłam w dół. Drobne kropelki spływały po moich policzkach. Westchnęłam
głęboko i wzięłam się w garść. Po paru sekundach nie było nic widać. Pojawiła się
Meg. Ją też przerasta ta cała sytułacja.
Ja i oni… przeciw sobie. Wszystkim sprawiam ból i wszyscy sprawiają go mi. Mniejsza
z tym, inny rozdział poświęce mej przeszłości. No więc, Megi zapukała i po
chwili weszła do gabinetu po czym niemal natychmiast wyszła razem z dyrkiem. Tak
się śpieszył, że nawet mnie nie zauważył. Zostawił nawet niedomknięte drzwi. Wślizgnęłam
się do środka i… stanęłam na środku nie wiedząc co dalej. Rozejrzałam się po
pokoju i postanowiłam, że zacznę od… barku! Podbiegłam do szklanej szafki i
zaczęłam grzebać w butelkach. Nagle zauważyłam flaszeczkę z napisem „na
kontrolera”. Wyjęłam ją i upiłam łyka, sporego łyka
. Odłożyłam flaszkę na
miejsce i postanowiłam poszukać tych kluczy. Nie było to takie trudne bo
wisiały na małym haczyku przy biurku. Wzięłam je i sprawdziłam podpis „piwnica
B” to chyba jasne. Pobiegłam natychmiast na miejsce bójki. Po chwili podeszłam
do Meg mijając dyrektora. Chyba był zły, bo odszedł bez słowa.- udało się –
wydyszałam zziajana.
-Musimy się nimi zająć-westchnęła. Od razu się za to wzięłam.
Podeszłam do Harrego i Bruna. Wzięłam ich obu pod ramie i poprowadziłam do
pokoju Hazzy. Niestety po drodze spotkałam… Caspra.- co to miało być bro?-
warknął. Chwycił go za kark i zabrał do reszty watahy. Popatrzyłam na loczka i westchnęłam.
Weszliśmy do pokoju. Nikogo nie było. Posadziłam go na łóżku i pochyliłam się
nad jego twarzą.- kochanie, za może godzinę będę jak nowy.
- tak na pewno. Nie masz pojęcia o regeneracji. Jesteś początkującym
wampirem.
- No dobra. Ja jeż nic nie mówię.- pochyliłam się znowu i
zaczęłam oglądać jego wargę. On pociągnął mnie delikatnie tak, że nasze usta
się spotkały. Delikatnie chwycił mój podbródek, a drugą ręką posadził moją nogę
na swoim udzie. Usadziłam się wygodnie i
wplotłam mu palce między włosy. Nasze języki się spotkały i…- co to?- zapytał
odrywając się ode mnie.
-Yyy… to…
- alkohol? Serio? Niewyżyta dziewczynka. Papierosy, alkohol.
To forma buntu?
- Nie tylko…- nie skończyłam, bo najwidoczniej niegrzeczna
ja pociągam go jeszcze bardziej. Chwycił moją koszulkę i jednym ruchem ją zdjął.
Chciałam protestować, ale jak tu protestować z czyimś językiem w ustach. No cóż,
dopasowałam się do jego tempa i po chwili jego koszula leżała obok mojej. Na podłodze.
Poczułam jak jego wielkie dłonie zaciskają moje… po prostu macał mój biust. Położył
się, a ja wraz z nim. Zaczął poruszać biodrami w taki sposób, że miałam ochotę
krzyczeć. Matko, jaki on musiał być w moim wieku jeśli tak potrafi. Poruszał się
coraz szybciej, a jego spodnie robiły się coraz ciaśniejsze. Miałam ochotę
rozpiąć mu spodnie i… no po prostu już chciałam by to zrobił, ale chyba jeszcze
nie dziś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz